W Austrii aresztowano 7 osób ws. fałszywych banknotów Austriacka policja aresztowała siedem osób zamieszanych w handel fałszywymi banknotami na sumę 14 mln euro... >>
SygnalyDnia / "Gazeta Prawna" - Dyżur będzie zawsze wliczany do czasu pracy
"Gazeta Prawna" pisze o projekcie nowelizacji kodeksu pracy, autorstwa Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Zakłada on, że pozostawanie w gotowości w trakcie dyżuru będzie wliczane do czasu pracy. Nowelizacja ma dostosować przepisy polskiego prawa pracy do dyrektyw unijnych i orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Znowelizowany kodeks ma być bardziej przyjazny dla pracowników. Ministerstwo chce, by dyżur pełniony w miejscu zatrudnienia był wliczany do czasu pracy, nawet gdy pracownik nie wykonał żadnej pracy. Zgodnie z projektem, pracownikom, którym nie przysługuje 11-godzinny nieprzerwany odpoczynek, będzie trzeba udzielić równoważnego odpoczynku najpóźniej siódmego dnia od dnia, w którym nie odpoczywali 11 godzin. "Gazeta Prawna" pisze też, że ministerialny projekt zakłada zmianę przepisów dotyczących równego traktowania pracowników. Zgodnie z nim dyskryminacją będzie stwarzanie wobec pracownika atmosfery onieśmielającej, wrogiej bądź uwłaczającej. Wzmocniona zostanie także pozycja kobiet i mężczyzn korzystających z urlopu macierzyńskiego. Po powrocie z takiego urlopu pracodawca będzie musiał zatrudnić pracownika na takich samych warunkach, jak przed urlopem. "Gazeta Prawna"/kl/kal
Prokurator Tomasz Janeczek potajemnie nagrał swojego kolegę Emila Melkę, który został odsunięty od śledztwa w sprawie afery węglowej. Do stenogramów dotarły "Rzeczpospolita" i "Gazeta Wyborcza". Po samobójczej śmierci byłej minister budownictwa i posłanki SLD Barbary Blidy, którą miano zatrzymać w związku z tak zwaną aferą węglową, pojawiły się sugestie, że przełożeni wywierali na śledczych naciski polityczne. 6. maja "Dziennik" opublikował tekst, w którym sugerował, że prokurator Emil Melka, "wątpiący w winę Blidy, został odsunięty od śledztwa". Melka dochodzenie w sprawie afery węglowej prowadził od marca do listopada 2006 roku i został pozbawiony na nie wpływu pół roku przed śmiercią Barbary Blidy. Była poseł SLD i minister odebrała sobie życie 25 kwietnia. Jednak po publikacji "Dziennika" prokurator Janeczek wezwał Melkę i poprosił, by napisał oświadczenie dla prasy, czy rzeczywiście były naciski w czasie prowadzonego śledztwa. Wcześniej polecił zainstalowanie urządzenia nagrywającego w gabinecie, w którym miała się odbyć rozmowa. Melka wzbrania się przed napisaniem oświadczenia. â?ľPrzecież wiesz dobrze, że nie (podam) wszystkiego teraz, nie napiszę, tylko kiedyś" - mówi. Dodaje potem:â?ľJa się mam wypstrykać z nabojów teraz i powystrzelam cały magazynek, i będę do odstrzału później". Janeczek zapewnia Melkę, że nikt nie chce mu zaszkodzić. â?ľProsimy o rzetelne napisanie oświadczenia, obejmujące tylko i wyłącznie, tylko i wyłącznie prawdę" - mówi prokurator. "Rzeczpospolita" cytuje wypowiedź ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobtry, według którego Tomasz Janeczek, pomawiany o polityczne naciski na prokuratorów prowadzących śledztwo w aferze węglowej, miał prawo nagrywać, bo występował w obronie swojego dobrego imienia. "Gazeta Wyborcza" pokazała stenogram pełnomocnikowi męża Barbary Blidy, mecenasowi Leszkowi Piotrowskiemu. Według niego, "to zapis próby matactwa i świadectwo ordynarnych nacisków". Leszek Piotrowski powiedział, że pokazuje to też atmosferę nieufności i podejrzeń panującą w resorcie sprawiedliwości. Jego zdaniem, prokurator Melka prawdę może powiedzieć tylko w warunkach, które zapewnią mu bezpieczeństwo przed odwetem przełożonych. Więcej na temat nagranej rozmowy dwóch prokuratorów - w "Rzeczpospolitej" i "Gazecie Wyborczej". Rz/GW/kal
Ceny domów i mieszkań w największych polskich miastach stabilizują się. Niedługo mogą zacząć spadać - pisze "Rzeczpospolita". Taki scenariusz to efekt spadku popytu, drożejących kredytów i nasycenia rynku nieruchomości w aglomeracjach. Właściciele nieruchomości pragnący sprzedać dom czy mieszkanie coraz rzadziej uzyskują za nie cenę wyższą od wywoławczej. Jak mówią "Rzeczpospolitej" pośrednicy, kupujący jest obecnie w stanie stargować średnio 5-10 procent pierwotnej ceny lokalu, co wcześniej było nie do pomyślenia. Tanieją zwłaszcza mieszkania w blokach z wielkiej płyty i w gorszych lokalizacjach. To skutek spadku popytu. Popyt spada, ponieważ średnio zamożnym Polakom coraz trudniej jest dostać kredyt hipoteczny. Zadłużanie się we franku szwajcarskim, popularne w ostatnich latach, przestaje się opłacać. Kredyty w złotych także zdrożały po ostatniej podwyżce stóp procentowych, a nic nie wskazuje na to, by Rada Polityki Pieniężnej miała je obniżać. "Rzeczpospolita" uważa, że do stabilizacji cen przyczynia się też spadek zainteresowania inwestorów nieruchomościami w wielkich miastach. Spekulanci kupują ziemię i lokale w miastach małych i średnich, ponieważ to tam można teraz najwięcej zarobić. "Rzeczpospolita"/kl/kal
Rząd nie zgadza się z decyzją Komisji Europejskiej, która zakazała polskim rybakom połowów dorsza na wschodnim Bałtyku. Sprawa może się zakończyć przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości - czytamy w "Naszym Dzienniku". Minister gospodarki morskiej Rafał Wiechecki powiedział gazecie, że Polska złoży dziś wniosek na Komitecie Europejskim Rady Ministrów, domagający się zaskarżenia doTrybunału w Luksemburgu rozporządzenia Komisji Europejskiej. Rząd uważa, że decyzja Komisji jest oparta na fałszywej metodologii i nosi znamiona dyskryminacji politycznej. Minister Wiechecki przekonywał w Brukseli do polskich racji unijnego komisarza do spraw rybołówstwa i gospodarki morskiej Joe Borga. Bezskutecznie. "Nasz Dziennik" pisze, że działania polityków wspierają rybacy, którzy twierdzą, że decyzja Komisji jest niedorzeczna. Przedstawiciel Stowarzyszenia Armatorów Rybackich Bogdan Waniecki powiedział, że Komisja Europejska wydała zakaz połowów, nie przedstawiając dowodów na wykorzystanie naszej kwoty połowowej. Jeśli zakaz nie zostanie zniesiony, to od września polscy rybacy nie będą mogli odławiać dorsza. "Nasz Dziennik" podkreśla, że może to ich doprowadzić do bankructwa, gdyż unijne prawo nie przewiduje odszkodowań dla rybaków w takich przypadkach. W równie trudnej sytuacji znajdą się także przetwórcy. "Nasz Dziennik"/kl/kal